Słowa zakazane i inne skarby
Historycznie rzecz biorąc, wulgarne słowa zawsze należały do ludzi bez władzy.
Robotnicy, artyści na marginesie, osoby bez głosu w oficjalnym dyskursie – wszyscy oni mieli swój język. Niecenzuralny, żywy, prawdziwy. Instytucje zawsze chciały go okiełznać, bo nieokiełznany język jest niebezpieczny. Myśli, które za nim stoją, nie dają się wygodnie skatalogować.
W Ślimaczyzumie twierdzimy, że nie ma słów zakazanych. Są tylko słowa, których się boimy.
Każde słowo może być:
- zaklęciem (gdy wyzwala)
- narzędziem (gdy tworzy)
- protestem (gdy demaskuje fałsz)
- prostą odpowiedzią na proste pytanie
Ślimak, który nie może powiedzieć pewnych słów, to ślimak w klatce bez krat – czuje ograniczenie, ale nie widzi skąd pochodzi.
Zakazywanie słów to zakazywanie myśli. Zakazywanie myśli to hodowanie grzecznych, nieszkodliwych istot, które nie pytają i nie buntują się.
Ślimaczyzm woli dzikie ślimaki.
Nawet jeśli zostawiają śluz wszędzie.